Św. Karol Boromeusz – Rozważania o Eucharystii

Św. Karol

ROZWAŻANIE 1

Eucharystia – Dziękczynienie

„Błogosław, duszo moja. Pana, i całe moje wnętrze – święte imię Jego” (Ps 103, 1). Duszo moja, dziękuj Panu, wychwalaj Go; niech wszystkie najgłębsze uczucia mego serca nigdy nie przestają wychwalać Jego świętego imienia. Nie wystarczy jednak wychwalać Go językiem i słowami, lecz, jako że jest On Duchem przenikającym wnętrze, powinieneś wysławić Go przede wszystkim myślą – nie w sposób obojętny, lecz ze wszystkich twoich sił, gdyż wszystko, co posiadasz. Jemu zawdzięczasz. Błogosław Pana, moja wolo, moja pamięci, moja inteligencjo; błogosławcie Go wszystkie moje władze, abyście w przyszłości mogły rozważać wszystkie Jego dobrodziejstwa, kochać Jego Opatrzność, kontemplować Jego święte tajemnice. Błogosław Go za każdy jego dar, za każde pocieszenie, za każde napomnienie, trud, chorobę, łaskę, której zechciał udzielić; błogosław Go za Jego wielkoduszność, dzięki której nie zachowuje się jak ktoś, kto oddaje pięknym za nadobne. Duszo moja, błogosław Pana we wszystkich Jego dziełach, gdyż wielki jest w swoim miłosierdziu, hojny w swojej miłości, niezwykle dobry, słodki, życzliwy – ojciec i tak bardzo kochający nas dobroczyńca. Lecz niech błogosławi Pana nie tylko moje wnętrze, niech czynią to również rzeczy zewnętrzne, które do mnie należą: moje bogactwa, mój stan, moi przyjaciele, siły fizyczne, szlachetne pochodzenie – wszystko to, co jest wewnątrz, na zewnątrz i dookoła mnie niech błogosławi swojego Stwórcę i Pana.
„Błogosław, duszo moja. Pana, i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach!” (Ps 103, 2). Nie pozwól, aby zostały wymazane z twojej pamięci jakże liczne gesty Jego łaskawości; niech ciągła pamięć o nich i ich właściwa ocena pobudzą cię do chwalenia Boga, abyś mógł zawsze błogosławić Pana. Nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach”, a On przyjmie wszystkie twoje ubogie dzieła (kiedy je wykonasz, pamiętaj o tym, że jesteś sługą nieużytecznym) i wynagrodzi cię za nie. W jaki sposób mogłoby się zdarzyć, żebyś nie rozważał ciągle o dobrodziejstwach, którymi On nieustannie i tak obficie cię obdarza, zwłaszcza po tym pierwszym dobrodziejstwie, jakim było stworzenie ciebie? Posłuchaj tylko, jakie są Jego dary.
  ,,On odpuszcza wszystkie twoje winy” (Ps 103,3). Na co zasługuje grzesznik, jeśli nie na potępienie i ogień piekielny? Lecz oto ponieważ przebaczył wszystkie twoje grzechy, mimo że są tak różne i liczne, daje twojej duszy miejsce i czas na skruchę, chociaż mógłby w każdej chwili sprawić, byś przestał istnieć.
„On leczy wszystkie twoje choroby” (Ps 103, 3). Rzeczywiście, dusza, mimo że otrzymała przebaczenie grzechów, pozostaje ciągle słaba, niepewna ze względu na naturalną inklinację ku złu. On uzdrawia ją z tej choroby, podaje ci swoją dłoń, śpieszy, aby ci pomóc. Leczy duszę z choroby, jaką są grzechy, i jeśli nawet czasami, żeby nas, swoje umiłowane dzieci, upomnieć i skłonić do poprawy, dopuszcza nasze upadki, to w swojej dobroci uzdrawia nas jednak z każdego zła.
„On życie twoje wybawia od zguby” (Ps 103,4). On cię uchronił od wiecznego potępienia, wylewając swoją drogocenną krew; odkupił cię ze śmierci grzechu za każdym razem, gdy powróciłeś do Niego poprzez pokutę. On wyrwał z paszczy śmierci twoje ciało, które dotarło już do ostatecznej granicy.
Nie wystarcza Mu, że oddalił od ciebie wszelkie zło, dlatego „wieńczy cię łaską i zmiłowaniem” (Ps 103, 4). On cię otacza, opasuje, chroni z każdej strony swoją łaskawością i dobrocią; pozwala ci odnieść zwycięstwo nad pokusami, które nachodzą cię z powodu szatana; On też obdarzy cię w niebie niezniszczalną koroną chwały. Ponadto „On twoje dni nasyca dobrami” (Ps 103, 5), nasyca całkowicie twoją wolę, obdarza cię obficie wszelkimi dobrami; dzięki Jego łaskawości „odnawia się młodość twoja jak orła” (Ps 103, 5).
Niech więc twoja dusza nie przestaje chwalić Pana, który nieustannie cię obdarza. Jest darem Boga, że jako grzesznik zostałeś wezwany do  sprawiedliwości; jest darem Boga, że jesteś ciągle podtrzymywany, abyś nie upadł; jest darem Boga owa moc, dzięki której możesz wytrwać do końca. Będzie również darem Boga zmartwychwstanie twojego martwego ciała, tak że nawet ani jeden włos z twojej głowy nie zostanie stracony; będzie darem Boga uwielbienie po zmartwychwstaniu; i wreszcie, będzie również darem Boga to, że będziesz mógł Go chwalić nieustannie w wieczności. On leczy cię z twojej skłonności ku grzechowi i pokrzepia cię w twojej słabości, abyś mógł czynić dobro. On nasyca cię wszelkim dobrem i nieustannie okazuje ci życzliwość.
Najpotężniejszy Królu nieba i ziemi. Panie mój i mój Boże, w którego dłoniach jest wszelka władza i prawa wszystkich państw; który obdarzasz panowaniem i je odbierasz wedle Swojego upodobania, „który nie masz względu na osoby” (Dz 10, 34)! Oto ja, nędzne stworzenie, które tyle razy Cię obrażało, ośmielam się zbliżyć do Ciebie. Uznaję, że Ty odpuściłeś wszystkie moje winy, uzdrowiłeś mnie z każdej mojej choroby, nie chciałeś mojej zguby, okazałeś mi pełnię miłosierdzia i łaskawości, chroniłeś mnie zawsze swoim ramieniem, a moje pragnienia zaspokoiłeś wszelkiego rodzaju dobrami. Ja zaś, przeciwnie, często przekraczałem Twoje przykazania, nie okazywałem czci, która Ci się należy, czyniłem to, co sprawia Ci przykrość. Teraz otwarcie wyznaję mój grzech i z duchem skruszonym i pełnym pokory uznaję, że „tylko przeciw’ Tobie zgrzeszyłem” (Ps 51, 6), gdyż tylko Ty jesteś Panem i „Najwyższy nad całą ziemią” (Ps 83, 19); my zaś – „lud Twój i owce Twojej trzody” (Ps 79, 13). Od tej chwili zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby zawsze się Tobie podobać. Lecz „cóż oddam Panu za wszystko, co mi wyświadczył?” (Ps 116, 12). „Jak wielką mam Mu dać zapłatę?” (Tb 12, 2 ). Nawet gdybym dał Tobie, Panie, siebie samego w darze, nie będę godny Twojej dobroci. Usłyszałem to, czego ode mnie oczekujesz, oto więc ofiaruję Ci całe moje serce – niech całe będzie Twoje, niech w nim nie będzie niczego innego, jak tylko to, czym Ty sam je napełniłeś. Uczyń ze mną, Panie, co tylko zechcesz – jeśli uważasz, że mam być zdrowy, będę takim; jeśli chory – niech przyjdą na mnie wszelkie choroby; jeśli chcesz przedłużyć moje życie – będę żył; jeśli postanowiłeś, abym umarł – śmierć będzie dla mnie miła. Oddalę i wykorzenię z mego serca pragnienie czy to jednej, czy to drugiej rzeczy i upadnę do Twoich stóp. Proszę Cię tylko o jedno: „daj mi Mądrość, co dzieli tron z Tobą; wyślij ją z niebios świętych, ześlij od tronu swej chwały, by przy mnie będąc, pracowała ze mną i żebym poznał, co jest Tobie miłe. Ona bowiem wie i rozumie wszystko, będzie mi mądrze przewodzić w mych czynach i ustrzeże mnie dzięki swej chwale. I będą przyjemne dzieła moje” ( Mdr 9, 4.10-12). Nie odstąpię nigdy od Twojej woli, będę zawsze chodził drogą Twoich przykazań. Pozwól mi poznać, że nie powinienem żyć wedle moich upodobań, lecz być Tobie posłuszny i zawsze powściągać moją wolę przy pomocy Twoich praw.

ROZWAŻANIE 2

Chrystus w Eucharystii umywa nam nogi

Sytuacja wierzących w Chrystusa jest do tego stopnia godna politowania, zaś sama religia chrześcijańska osiągnęła stan tak wielkiej nędzy, że często większe zdumienie wzbudza u ludzi ten, kto czyni swoją normalną powinność, niż ten, kto ją wprost zaniedbuje. Wielu, niestety, uznaje wręcz za hipokrytę tego, kto chcąc prowadzić dobre życie, stara się naśladować świętych i iść za Chrystusem. Jeden z przykładów do naśladowania, poza tymi obecnymi w wielu innych wydarzeniach opisanych w Ewangelii, zostawił nam Jezus w scenie umycia nóg – w tym geście, który święci i On sam praktykowali ze szczególną pokorą, pozostawiając nam w ten sposób niezwykłe świadectwo i jakże głęboką tajemnicę.
Kiedy Abraham, nasz wielki patriarcha, chciał ugościć Aniołów Bożych, którzy ukazali się mu w postaci ludzkiej, nie mógł lepiej wyrazić swojej dobrej woli i swojej miłości do nich, jak tylko umywając im nogi
(por. Rdz18, 4); to samo uczynił jego bratanek Lot (por. Rdz19, 2); a Pan, jak mówi o tym Ewangelia, za brak życzliwości uznał to, że nie podano Mu wody do obmycia nóg, kiedy przyszedł do domu Szymona (por. Łk7, 44). Apostoł Paweł z kolei nie chciał, aby do grona wdów zaliczane były niewiasty, które nie miały zwyczaju umywania nóg Apostołom (por.1Tm5, 10).
Umywanie nóg jest nie tylko znakiem pokory, lecz także wyrazem prawdziwego miłosierdzia. Posiada ono wielką moc w jednoczeniu dusz poprzez wzajemną miłość. Właśnie z tego powodu nasz Zbawiciel, świadomy zbliżającej się męki, umył nogi swoim uczniom; w ten sposób w chwili, w której się z nimi żegnał, pozostawił wszystkim wspaniałe świadectwo i przykład godny naśladowania. Dał nam następnie przykazanie, abyśmy ten gest za Nim powtarzali: „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem” (J13, 15). Powinniśmy zatem pilnie rozważać znaczenie tego czynu, a jeszcze bardziej, angażując się w to bez reszty, winniśmy naśladować pokorę naszego Pana.
Jeśli zaś chodzi o samą pokorę, to możemy wyróżnić jej trzy stopnie: pierwszy jest jedynie wystarczający; drugi – wykracza ponad zwykłą normę; trzeci zaś –  doprowadza świętość do pełni doskonałości. Na pierwszym stopniu znajdują się ci, którzy czczą swych przełożonych i są im posłuszni; na drugim – ci, którzy są poddani także równym sobie; na trzecim wreszcie – ci, którzy nie wzbraniają się służyć ludziom zajmującym niższą od nich pozycję.
W tym wszystkim widać bardzo wyraźnie, że nasz Pan objawił się nam jako najbardziej pokorny i posłuszny. Rzeczywiście, do tego stopnia był posłuszny i poddany Ojcu, że – chociaż był Mu równy boską naturą – słusznie mógł powiedzieć, iż nie uczyniłby niczego innego, jak tylko to, co jest zgodne z Jego wolą. Jak bardzo natomiast ludzi stojących niżej od Siebie przewyższył w pokorze i w gotowości służenia innym, wynika z samych Jego słów zawartych w tekście Ewangelii; „Nie przyszedłem, aby Mi służono, lecz, aby służyć” (Mt20, 28).
„Było to przed Świętem Paschy” (J13, 1). Wszystko to, co jest zawarte w tajemnicy wcielenia Chrystusa, uczy nas najgłębszej pokory i ukazuje nam Jego ogromną miłość. Zstąpił z nieba, ponieważ nas kocha; z miłości do nas pozwolił się ochrzcić, pościł, znosił pokusy, cierpienia, obelgi i śmierć. Tę swoją cudowną miłość w szczególny sposób wyraził podczas ostatniej wieczerzy, ustanawiając Najświętszy Sakrament swojego Ciała i swojej Krwi. Zresztą, również umycie nóg, o którym chcemy tutaj mówić, ukazuje nam przedziwną miłość ku nam i zarazem uczy postawy uniżenia. Dlatego mówi Ewangelista: „Jezus, wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował’’ (J13, 1). Jakby chciał powiedzieć, że Zbawiciel, który zawsze czynił gesty i znaki szczególnej miłości, również teraz nie odstępuje od tego swego dzieła, lecz wypełnia je z wytrwałością i aż do końca – z najwyższą i doskonałą miłością. Szatan już nakłonił serce Judasza do zdrady, a mimo to nasz Pan, wiedząc dobrze, że wszystko otrzymał od Ojca, że wyszedł od Niego i że musi wrócić do swej chwały (por. J13, 2-3), jako pokorny sługa chciał umyć nogi biednym rybakom.
W ten sposób stały się jawne Jego pokora i uniżenie oraz troska, którą nas otacza. Rzeczywiście, podniósł się od stołu (podczas gdy uczniowie nadal siedzieli), złożył szaty, aby móc wykonać wszystko z większą swobodą, następnie, wziąwszy prześcieradło, przepasał się nim, demonstrując w ten sposób swoją gotowość do służenia, pomocy i czynienia dobra. W końcu On sam nalał wody do miednicy, On sam służył z pełnią pokory, On też padł na kolana do nóg swoich sług. Umył im nogi, spełniając powinność, która należy do ludzi mniej godnych poważania. Wszystko to uczynił osobiście: On sam wlał wodę, On sam umył nogi, On sam je wytarł! Wszystkim dał w ten sposób przykład dobroci i miłości.
Wszystkim pokornie umył nogi; wszystkich też nakarmił sakramentem swego Ciała, lecz nie we wszystkich zrodziło to taki sam owoc. Judasz, który zamierzał Go zdradzić, chętnie nosił trzos Pana, żywił się tym samym pokarmem, którym karmili się inni Apostołowie, podstawiał swoje nogi do umycia i pragnął cieszyć się wespół z innymi uczniami tymi samymi przywilejami. Żadne z tych otrzymanych dóbr nie powstrzymały go jednak przed wydaniem niewinnej krwi. Przewrotność zdrajcy budzi przerażenie i wzgardę; jego sumienia nie poruszyły ani bojaźń Boża, ani wzgląd na Majestat Boga, ani niewinność życia Jezusa, ani wielkość otrzymanych darów.
Jeszcze bardziej jednak zdumiewająca jest dobroć i życzliwość Pana: widział On przecież wrogość zdrajcy,
a mimo to nie przestał okazywać mu życzliwości, starając się skruszyć jego zatwardziałe serce przy pomocy tak różnych i tak licznych znaków dobroci. Zostawił nam w ten sposób przykład, abyśmy nie pragnęli dla naszych nieprzyjaciół nieszczęść, lecz nawrócenia; powinniśmy bowiem troszczyć się o ich zbawienie, a nie potępienie.
To, co dla Judasza okazało się ostatecznie powodem potępienia, Piotrowi i innym przyniosło zbawienny owoc. „Podszedł więc do Szymona Piotra…” (J13, 6). Piotr trzykrotnie zwraca się do Jezusa, Pan zaś trzykrotnie mu odpowiada i za każdym razem odnosi się wprost do słów Piotra. Na początku Piotr, nie rozumiejąc, zapytał: „Ty chcesz mi umyć nogi?” – jakby uważał za rzecz absurdalną to, że Syn Boży klęka przed nim, nic nieznaczącym człowiekiem, by umyć mu nogi. Następnie, z uporem, mówi: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał!”.
W końcu, widząc niezmienność postanowienia Jezusa, w porywie posłuszeństwa, ofiaruje więcej niż prosił Pan
i mówi: „Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!”. A Zbawiciel odpowiada najpierw na pytanie zrodzone z niewiedzy: „Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział”. Jakby chciał tym samym powiedzieć: „Nie rozumiesz tajemnicy zawartej w geście umycia nóg, gdybyś ją bowiem rozumiał, o nic byś się nie pytał”. Następnie zdecydowanie powściąga jego upór: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną”. W końcu, chwaląc zarówno jego wiarę Jak i posłuszeństwo, dzięki któremu poddaje się on woli swojego Pana, mówi: „Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści…”.
Z tego dialogu można wyprowadzić następującą wskazówkę: nie jest słuszną rzeczą, gdy poddani
z lekceważeniem sprzeciwiają się nakazom przełożonych, ani czymś dobrym, gdy przez fałszywy skromność odrzucają oni to, co tamci ofiarują, nawet jeśli wydaje się to nieadekwatne lub niezasłużone. Lecz także i przełożeni mogą tutaj znaleźć dla siebie pouczenie: powinni poddanych, gdy ci im się sprzeciwiają, przekonywać do swych racji zdecydowanie i z mocą, by poniekąd siłą perswazji przełamać ich opór, jeśli chcą, by otrzymali oni zdrową naukę. Piotr, wzbraniając się okazał upór, lecz gdy spostrzegł, że wola Pana jest pewna i stanowcza, natychmiast się jej poddał – obie te postawy rodzą się  z miłości i wzajemnego szacunku. Zgodnie ze swoim charakterem, z powodu swojej niegodności i ze względu na majestat Zbawiciela, Piotr prosi Jezusa, aby nie spełniał On w stosunku do niego tego, co zamierzał uczynić. Już dużo wcześniej powiedział: ,,Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny” (Łk5, 8). Tak samo zachował się Jan Chrzciciel: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt3, 14). Jest wyrazem mądrości umieć, kiedy trzeba, zmienić zdanie i nie trwać przy nim uparcie. Dlatego zostaje pochwalone posłuszeństwo Piotra, który, poznawczy wolę Pana, całkowicie się Mu poddaje. W tym miejscu Pan mówi o dwóch rodzajach obmycia: pierwszym jest to, przez które całe ciało staje się czyste; drugim zaś to, które obmywa jedynie nogi. Tamto wystarcza raz jeden, to zaś winno być czynione częściej, gdyż nogi nigdy nie są wystarczająco czyste, ponieważ często i szybko się brudzą, czy to z powodu kurzu, czy błota.
W ten sposób, za pomocą tych dwóch rodzajów obmyć: ciała i jego członków, zostajemy pouczeni, że są też dwa rodzaje obmyć duchowych: duszy i jej uczuć. Pierwszym jest chrzest, dzięki któremu zostaje obmyta cała dusza, człowiek bowiem zostaje w nim oczyszczony z tej wrodzonej zmazy, którą jest grzech pierworodny. To obmycie nie może być powtórzone. Nogi natomiast, to jest uczucia duszy, winny być obmywane często, ponieważ każdego dnia ponownie upadamy w grzech: „Jeżeli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy” (1J 1, 8). Winniśmy owe nogi naszej duszy oddać Chrystusowi Zbawicielowi, aby, nieustannie modląc się za nas w niebie, umył je, obdarzając nas łaską przebaczenia grzechów w sakramencie Pokuty.
Nie bez głębokiego znaczenia jest takt, że Pan Jezus, po zakończeniu żydowskiej uczty, podczas której spożywa się Baranka Paschalnego, najpierw umył nogi Apostołom i dopiero potem ustanowił święty sakrament Eucharystii. Pokazał nam w ten sposób, że również my za każdym razem, gdy chcemy przyjąć Komunię świętą, powinniśmy przygotować się do tego bardziej intensywnie, niż czynili to Żydzi, kiedy jedli baranka paschalnego: brali oni udział w uczcie baranka bez uprzedniego obmycia nóg. Ich uczta była jednak tylko figurą.
Jest natomiast rzeczą konieczną, by do tajemnicy Eucharystii zbliżać się po uprzednim umyciu nóg, to jest po oczyszczeniu duszy. Nie jest rzeczą dobrą ukazywanie ludziom na zewnątrz swojej pobożności, jeśli wewnątrz dusza nie została szczerze oczyszczona poprzez pokutę.
Dlatego, gdy Odkupiciel stwierdza: „nie wszyscy jesteście czyści”, ma na myśli nie tylko zdrajcę Judasza, lecz także wszystkich innych, którzy, choć noszą imię chrześcijan wiodą zły żywot. Słowami wyznają, że są uczniami Chrystusa, lecz swymi czynami krzyżują Go. Rzeczywiście, nie wszystko jest złotem, co się świeci. Również Judasz zewnętrznie miał umyte nogi i zaliczał się do grona uczniów, wewnątrz jednak jego serce do tego stopnia było złe, że ofiarował się być przewodnikiem tych, którzy chcieli pojmać Syna Bożego.
„A kiedy im umył nogi…”. Nasz Zbawiciel ma zwyczaj najpierw czynić, a potem nauczać, dzięki czemu jednocześnie daje przykład i uzasadnia swoją postawę w słowach.
Tutaj więc, poprzez umycie nóg Apostołom, daje przykład pokory i miłości, nauczając, że nie zostało to uczynione z powodu zwykłego kaprysu, lecz po to, by uczniowie poszli Jego śladem: „Jeżeli więc Ja, Pan
i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”.
Trzeba nam teraz rozważyć trzy rzeczy zawarte w słowach Zbawiciela skierowanych do nas.
Po pierwsze, w osobie Zbawiciela otrzymujemy pouczenie o tym, co powinni czynić przełożeni Kościoła
i słudzy Chrystusa.
Po drugie, poprzez postać zdrajcy Judasza dowiadujemy się, że istnieją osoby, które siedzą za stołem razem
z Chrystusem na znak przyjaźni, jedzą Jego chleb, na zewnątrz uchodzą za uczniów Jezusa, lecz w głębi swej duszy konspirują przeciwko Panu. Są też tacy, którzy chcą być uznawani za chrześcijan i zostają sługami Chrystusa z powodu korzyści i godności kościelnych – nie z powodu serdecznej miłości, lecz ze względu na chciwość i niegodziwe zyski.
Po trzecie, w osobach Apostołów widzimy tych, którzy
w swoim wnętrzu ofiarują Chrystusowi wszelkie swoje pragnienia i duchowne poruszenia, aby je oczyścił i w ten sposób dał im udział w niebie.
Bracia najmilsi, winniśmy wystrzegać się obłudy
i nieprawości Judasza. Razem z Piotrem oddajmy Chrystusowi do obmycia: naszą głowę, ręce i nogi, czyli nasze intencje, nasze dzieła i nasze uczucia. A gdy to wszystko zostanie przez Niego obmyte i oczyszczone mocą Jego łaski, zostanie też ukoronowane przez Niego w niebie.
Zresztą, to, co jest ukryte w tajemnicy Chrystusa, znajdujemy widoczne w życiu ucznia, który, jak przystało sługom Pańskim, odchodzi od żydowskiej wieczerzy
i zostawiając towarzystwo starego człowieka, przyodziewa się w człowieka nowego: od poznania Prawa przechodzi do gorliwego i pełnego zapału pełnienia swych obowiązków; od jedzenia do pracy; od litery do Ducha. Należy zdjąć ubrania, czyli oddalić wszystko, co przeszkadza
w praktykowaniu cnót, tak by można było bez reszty się zaangażować; przepasać się białym prześcieradłem, to jest prawością obyczajów; zaczerpnąć wody nauki, która daje zbawienie i czyni czystym życie swych poddanych mocą mądrości płynącej z wiary, mocą sakramentów i budujących przykładów. To właśnie uczynił nasz poprzednik i nasz mistrz – Chrystus. Również my winniśmy czynić tak samo.
„Uczeń nie przewyższa nauczyciela” (Mt10, 24), dlatego nie jest stosowną rzeczą, by się wywyższali pokorni słudzy Pana.
Bracia moi najdrożsi, doświadczam zakłopotania za każdym razem, gdy mając świadomość, że jestem tylko prochem i pyłem, porównuję moją pychę z pokorą mojego Pana. On, który jest Bogiem i Panem Aniołów, nie wzgardził służbą ubogim. My natomiast wybraniamy się przed służeniem tym, którzy, jak my, są sługami. Syn Boży wstał od stołu, aby służyć sługom, którzy nadal przy stole siedzieli, my natomiast uważamy za rzecz obraźliwą dla naszej godności, jeśli jakiś nasz ubogi towarzysz, nie mówię nawet: zasiądzie z nami do stołu, lecz tylko zbliży się do nas, podczas gdy spożywamy posiłek. Stwórca nieba i ziemi umył nogi ubogim uczniom, lecz iluż to pośród nas wolałoby umyć sobie nogi winem, niż dać kubek świeżej wody ubogiemu. On okazał ludzką życzliwość wobec tego, kto Go zamierzał zdradzić, my natomiast odmawiamy słusznej pomocy nawet naszym przyjaciołom.
Czy można powiedzieć lub pomyśleć o czymś bardziej niegodnym? Uczeń odmawia stania się podobnym do Mistrza, sługa – do Pana, stworzenie – do Stworzyciela, proch i pył – do człowieka niebieskiego.
Niech nas poruszy niedorzeczność tej sytuacji, niech nas poruszy pokora tak wielkiego Majestatu, abyśmy uniżyli się wespół z Panem, jeśli razem z Nim chcemy być wywyższeni. Służmy ubogim razem z Nim, jeśli z Nim chcemy królować; umywajmy sobie nawzajem nogi, jeśli chcemy być przyjęci przez Pana do grona Jego uczniów. Upodobniajmy się do Niego w tym życiu, a wówczas On nie zawaha się, by zjednoczyć się z nami w chwale. Amen.

Rozważanie 3

Umocnienie w próbach wiary

W psalmach król Dawid zachęca wszystkich do wychwalania miłosierdzia Boga i Jego nieskończonej łaskawości. W sposób szczególny zachęca do tego naród wybrany, wyzwolony przez Pana z tak wielkich nieszczęść, które zostały nań zesłane z powodu grzechów popełnionych
w przeszłości. Dawid powtarza to wielokrotnie, a ponieważ łaskawość Boga nigdy się nie kończy, tak samo też nie powinno nigdy ustawać jej głoszenie. W psalmie 107 zostają wskazane cztery wielkie niebezpieczeństwa,
z których Izraelici zostali wybawieni dzięki dobroci Boga: błądzenie na pustyni, niewola, choroby i nędza oraz wzburzone fale morskie. Wyjaśniając ten ostatni fakt, Dawid mówi: „Niech dzięki czynią Panu za Jego łaskawość, za Jego cuda dla synów ludzkich! I niech Go sławią w zgromadzeniu ludu i na radzie starców niechaj Go chwalą!’’ (Ps 107, 31-32). Chciał w ten sposób pouczyć, że miłosierdzie Pana powinno być przez nich proklamowane dla oddania Mu czci, Jego cudowne dzieła powinny być głoszone ludziom, winno się też składać ofiary dziękczynne na Jego cześć i ową wdzięczność ducha otwarcie
i z radością wyrażać na zewnątrz wobec ludzi. Dodaje on, jednak, kto jest w szczególny sposób zobowiązany do tego, by to czynić: „Ci, którzy na statkach ruszyli na morze, aby uprawiać handel na ogromnych wodach, ci widzieli dzieła Pana i Jego cuda wśród głębiny” (Ps 107, 23- 24 ). Cudowna jest wspaniałość proroctwa, które stawia przed naszymi oczami, przy pomocy sugestywnych
i przedziwnych słów, rzeczy, które wydarzą się dopiero po wielu latach, tak jakby się już wydarzyły! Któż mógłby pomyśleć, że Dawid nie wyjaśnia tego, co w pewnym miejscu opisuje Ewangelia? Posłuchajcie pokrótce opowiadania, a zobaczycie, jaka zgodność zachodzi między proroctwem Dawida a Ewangelią.
„Pewnego dnia wsiadł ze swymi uczniami do łodzi
i rzekł do nich: «Przeprawimy się na drugą stronę jeziora!»
(Łk 8, 22). Uczniowie, którzy Go słuchali, weszli natychmiast do lodzi. Kiedy jednak znaleźli się na środku jeziora, Pan zasnął. „Wtedy spadł gwałtowny wicher na jezioro, tak że fale ich zalewały i byli
w niebezpieczeństwie. Przystąpili więc do Niego i obudzili Go, wołając: «Mistrzu, Mistrzu, giniemy!»”. Niemalże zapadali się w otchłań jeziora i wydawało im się, że są bliscy śmierci. Rozważcie jednak, w jaki sposób „zobaczyli dzieła Pana i Jego cuda wśród głębiny”. Faktycznie bowiem Pan podniósł się natychmiast, rozkazał wichrowi
i wzburzonej fali, i, jak mówi inny Ewangelista, „rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza” ( Mk 4,39). Czy może być jeszcze coś bardziej podobnego do słów Dawida: „Zamienił burzę w wietrzyk łagodny, a fale morskie umilkły” (Ps 107, 29)?
Nic bardziej cudownego! W tych dwóch fragmentach Pisma przemówił ten sam duch Pana, który nigdy nie zaprzecza sam sobie.
Temu, kto podejmuje medytację nad tym cudem opisanym w Ewangelii, narzuca się natychmiast godna uwagi refleksja: z jakiego powodu, mój Panie, który jesteś doskonałym pokojem i jego prawdziwym źródłem, pozwoliłeś na to, by rozszalała się ta burza, którą w chwilę potem zamierzałeś uciszyć? Jednak nie należy dziwić się temu, że jej nie uśmierzył już od samego początku i odsunął na później wybawienie swoich uczniów, pozostawiając ich
w niebezpieczeństwie śmierci, gdyż już wcześniej postanowił ich uratować. Wy, którzy mnie słuchacie, nie sądźcie, że Pan, zasypiając, postępował tak przypadkowa lub bez powodu. Przeciwnie, nawet jeśli spał, wiedział o tym, co się wokół Niego działo, On bowiem, nawet podczas snu, ma serce, które czuwa zawsze.
Chociaż więc myśli Boga są niepojęte
i nieprzeniknione, Pan nie będzie się gniewał, jeśli spróbujemy zrozumieć motywy, którymi się kieruje, aby w ten sposób mogła wzrosnąć nasza wiara i pobożność. Niech będzie to moja rozmowa z Tobą, najłaskawszy Jezu. Pozwól, proszę Cię, abyśmy mogli zapytać Cię o to wszystko, czego nie wiemy z powodu słabości naszych umysłów, które widzą jakby za mgłą. Jeśli postanowiłeś wskrzesić Łazarza, dlaczego nie sprawiłeś, aby w ogóle nie umarł? Ty, który przywróciłeś wzrok niewidomemu od urodzenia, dlaczego pozwoliłeś, aby w ogóle narodził się taki, a nie inny? Dlaczego chciałeś, aby rozszalała się burza a morze się wzburzyło, narażając na wielkie ryzyko życie swoich uczniów, którzy byli z Tobą, skoro morze jest posłuszne Twoim rozkazom, bo przecież to Tyje stworzyłeś? Jeśli posłuchało Twego głosu, kiedy było wzburzone, to czyż nie mogło pozostać cały czas spokojne mocą Twego rozkazu? Z pewnością mogłeś tak właśnie uczynić, wiem bowiem, że jesteś wszechmocny, dzięki czemu możesz uczynić to, co uznasz za słuszne. Dlaczego więc nie chciałeś tego uczynić?
Nie uczyniłem tego, gdyż chciałem, aby ludzie uznali Mnie za Boga, a słabi i chorzy, którzy potrzebują mojej pomocy, poszli za Mną; chciałem też, aby oddano cześć
i chwałę Mojemu imieniu, co jest konieczne dla zbawienia ludzi.
Najmilsi, ludzie niejeden raz widzieli wiele znaków potęgi Boga i słyszeli o jakże licznych Jego cudach.
A mimo to nawet teraz większość wydaje się obojętna wobec Boga, a nawet całkowicie o Nim zapomina. Co stałoby się z nimi, gdyby nigdy nie zdarzyło się im nic przykrego, gdyby wszystko działo się zgodnie z ich pragnieniami, gdyby mogli zrealizować wszystkie swoje marzenia, które w nich się rodzą, gdyby żadna burza ich nie dotknęła? Jestem przekonany, że ogłosiliby wojnę przeciw Bogu. Nikogo poza sobą nie uznaliby za Boga. Zachowując się w taki sposób, z pewnością nie wyrządziliby żadnej szkody Bogu, który jest szczęśliwy sam w sobie i nie dotyka Go żadne nieszczęście, ale sami skazaliby się na śmierć wieczną.
Cóż więc postanowił Bóg, który tak bardzo nas kocha, nas którzy jesteśmy synami Najwyższego, a mimo to pomrzemy jak wszyscy ludzie (por. Ps 82,6-7 )? „Sprawię, że przyjdą na nich burze, pozwolę na to, aby byli wystawieni na tysiące niebezpieczeństw i chorób; wówczas zrozumieją, że beze Mnie nie mogą nawet utrzymać się na nogach, a bez mojej pomocy są narażeni na wszystkie niebezpieczeństwa zagrażające ich ciału i duszy”.
O nieskończona dobroci Boga! Przeogromna miłości, która obdarzasz nas tyloma darami, nie pozwalając, abyśmy pogrążyli się w tym, co złe! Ktoś mógłby sądzić, że poznanie Boga i siebie jest rzeczą bez znaczenia, lecz dla mnie jest to rzecz tak wzniosła, że nie wiem, czego miałbym więcej oczekiwać od Boga. Nie chcę prosić o nic innego oprócz poznania Boga i siebie, gdyż każdy nasz postęp i jedyna droga prowadząca do zabawienia na tym właśnie polegają. Również św. Augustyn odkrył wielkość tego daru, i każdego dnia modlił się: „Panie, spraw, abym poznał Ciebie i siebie”. W przeciwnościach właśnie te prawdy stają się widoczne – możecie to dostrzec
w postawie Apostołów. Najpierw doświadczają swojej słabości i ją uznają, gdy mówią: „Panie, ratuj nas, giniemy!” (Mt 8,25). Zaraz potem obwieszczają wielkość Boga, podziwiając Jego potęgę: „Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne?” (Mt 8, 27). Są to rzeczy doprawdy cudowne, które, według obietnicy Dawida, mieli zobaczyć ci, którzy pływają po morzu, pośród klęsk
i trudności, jak to wcześniej słyszeliście.
Majestat Boga nigdy nie objawia się w sposób tak spektakularny, jak wtedy, gdy człowiek doświadcza swojej wielkiej kruchości i bezradności. Wówczas to właśnie moc Boża i słabość człowieka, tak sobie przeciwstawne, gdy się ze sobą spotkają, wzajemnie rzucają na siebie światło. Oto dlaczego rozszalała się burza, Łazarz umarł, a niewidomy nie mógł widzieć od samego urodzenia. Czasami jesteśmy pogrążeni w morzu trudności i zmartwień, ale właśnie pośród nich możemy zobaczyć cuda Pana i oddać należną Mu chwałę. Doświadczamy małości naszych ludzkich sił, lecz wszystko to służy naszemu zbawieniu. Bóg niczego od nas nie potrzebuje – ani nie wzrasta Jego cześć przez to, że oddajemy Mu chwałę, ani też niczego nie traci, gdy Mu ubliżamy. Wszystko to jednak służy naszej korzyści lub przynosi nam szkodę. Chodzi o to, najmilsi, że kiedy Bóg zsyła na nas przeciwności, nie powoduje ich natychmiastowego zniknięcia, przeciwnie, pozwala na ich długie trwanie, abyśmy nieustannie się do Niego modlili. Być może wprawia was to w zdumienie, ale prawdą jest to, co wam mówię: Pan ma upodobanie w tym, że jesteście wytrwali w modlitwie. Dopuszcza różne przeciwności, abyśmy modląc się w sposób odpowiedni, zostali od nich uwolnieni. Czasami jednak wcale się z tym nie spieszy, chce bowiem, abyśmy nie ustawali w natarczywej modlitwie. W ten sposób wzrastają nasze zasługi, a Jego dobroć względem nas okazuje się coraz większa, zarówno wtedy, gdy nas wysłuchuje, jak i wówczas, gdy zasmuca nas jakąś kolejną pojawiającą się na naszej drodze przeszkodą lub gdy nie jest skory do jej natychmiastowego usunięcia – i tak wszystko to, co dla nas gotuje, okazuje się przynosić nam korzyść. Kobieta kananejska prosiła o to, czego pragnęła; w odpowiedzi jednak otrzymała od Chrystusa zdecydowaną odmowę, daną w dość twardych słowach, gdyż w pewien sposób porównał ją do psów. Ona jednak nie przestała wołać, usuwać przeszkód, nalegać, mówiąc w swoim sercu z największym przekonaniem:
„Nie puszczę Cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!” (Rdz 32,27). Podziwiajcie siłę jej uporu – otrzymała to, o co prosiła i została pochwalona przez Pana, który rzekł do niej: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara!” (Mt 15, 28).
Myślę, że już zrozumieliście, dlaczego Pan nie spieszy się z uwolnieniem nas od przeciwności, które na nas przychodzą. Czuję, że wielu z was pragnie teraz poznać (jeśli to możliwe) i zrozumieć przynajmniej po części, na jak długo Bóg zamierza przeciągać i odkładać na później dar swojej łaski. Jest to pewna tajemnica, Bóg bowiem „wszystko urządził według miary i liczby, i wagi”
(Mdr 11, 20). Pokrótce wyjaśnię wam, jakie są tego przyczyny.
Kiedy znika nadzieja na szybką pomoc ze strony ludzi, wówczas objawia się miłosierdzie Boże – w ten sposób możemy zrozumieć, że nigdy nie należy wątpić, lecz trzeba pokładać nadzieję w Bogu. Chrystus nie czekał jedynie na to, aby Łazarz umarł, lecz – aby jego ciało cztery dni spoczywało w grobie, po to, by stało się jasne, że został wezwany nie dla uzdrowienia ciała, lecz jego wskrzeszenia. Kiedy więc pyta się obecnych, gdzie go położono
i nakazuje odsunąć kamień, ci, uznając to za rzecz pozbawioną sensu, odpowiadają: „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie” (J 11,39). Chrystus mógł o wiele wcześniej dokonać tego, co później uczynił: uwolnić od choroby ową kobietę cierpiącą na upływ krwi; najpierw jednak pozwolił na to, by całe swoje mienie wydała na lekarzy (por. Mk 5, 26). Również w opowiadaniu
o burzy na jeziorze pozwolił na to, by uczniowie stracili
w szelką nadzieję na ratunek, dzięki czemu, mocno przestraszeni, byli zmuszeni wołać do śpiącego Chrystusa: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”
(Mk 4, 38). A zatem, gdzie człowiek popada w rozpacz, tam Bóg przynosi wybawienie; gdzie siły ludzkie się wyczerpują, tam objawia się moc Boga. Przypomnijcie też sobie, że Jezus nie nakarmił głodnych ani pierwsze-go dnia, ani drugiego, lecz dopiero trzeciego, gdy pojawiła się już obawa, że mogą zginąć z braku pożywienia. On sam stwierdził: „Żal Mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze” (Mk 8,2-3). Po tym trzydniowym poście, i to na pustyni (a więc w miejscu, które zmuszało do tego, by rzec: „Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?”), nakarmił tłum tylko siedmioma Chlebami i kilkoma rybkami, a uczniowie zebrali potem siedem koszów ułomków chleba, które zostały nie zjedzone. Niech się zawstydzą ludzka mądrość i pewność siebie, niech uznają, że ich możliwości są bardzo ograniczone, że niewiele mogą uczynić, a człowiek skazany jest na bezczynność i niemoc, jeśli oprze się tylko na nich. Lecz starajcie się teraz zrozumieć to wszystko, analizując również środki, których Bóg używa, by uczynić to, czego nie mamy już nadziei sami osiągnąć.
Otóż Bóg osiąga to, co chce, używając środków, które wedle twojego osądu są nieadekwatne bądź wręcz przeciwne twojemu ludzkiemu rozsądkowi. Któż nie wie, że błoto może uszkodzić oczy? A mimo to Jezus właśnie przy pomocy błota przywrócił wzrok niewidomemu.
Cóż jest mniej znaczące od dotknięcia się skraju płaszcza?
A jednak kobieta, która cierpiała na upływ krwi, została uzdrowiona przez prosty dotyk. Podziwiajcie, w jaki łatwy sposób uwolnił On swoich uczniów od lęku
i niebezpieczeństwa: „«Milcz, ucisz się!». Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza”(Mk 4, 39). Jakże godna podziwu jest moc i skuteczność Bożego głosu! Doświadczył tego ów setnik z Kafarnaum, który to, uznawszy moc Jezusa, rzekł: „Powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie” (Mt 8, 8). Głos Boga dał stabilność niebu, ziemi, słońcu i gwiazdom; swoim głosem stworzył On z niczego Aniołów, ludzi i wszystko, co istnieje; głos ten rozkazuje wszystkim stworzeniom i natychmiast są mu posłuszne: „Głos Pana łamie cedry. Pan łamie cedry Libanu” (Ps 29, 5). Dlaczego jednak kontemplujemy cud uciszenia burzy? Zobaczmy, że również i dzisiaj głos ten na naszych oczach dokonuje niezwykłych dzieł: na słowa Chrystusa, wypowiedziane przez kapłana, sam Bóg zstępuje z nieba w ręce kapłana i każdego dnia chleb staje się Ciałem Chrystusa. To Bóg sprawia, że woda, poświęcona według obrządku Kościoła, uzdrawia z chorób, zmusza do ucieczki szatana i nie przestaje oczyszczać miejsc zarażonych dżumą, jeśli zostaną nią skropione.
A wszystko to dzieje się nie przez wewnętrzną moc wody, ale mocą Boga.
Święta Matka Kościół – lud, do którego należą wszyscy wierzący w Chrystusa – jest małą łódeczką,
w której znajdują się zarówno ci, którzy swoją wiarę okazują poprzez dobre uczynki, jak i ci, których wiara jest martwa. Któż może wyliczyć wszystkie sztormy, którymi jest wstrząsana? Któż może opowiedzieć wszystkie burze, które na nią spadają? Niech opowiedzą to Niemcy, Flandria, Anglia lub mieszkańcy krain, które graniczą
z nami: Francuzi, Szwajcarzy, Bawarczycy i wielu innych – tam owa łódeczka wydaje się niemal całkowicie pogrążona w głębinach. Czym są te herezje, sekty, różne formy bezbożności, zepsucie obyczajów w łonie Kościoła, chrześcijanie tylko z nazwy, jeśli nie burzami, falami
i podwodnymi skałami? I jak do tego wszystkiego doszło? W tym miejscu musiałbym raczej zacząć płakać, niż mówić dalej. Ludzie, osłabieni wygodnym życiem, ulegli duchowej ospałości, pogrążając się z powodu grzechów
w paraliżującym odrętwieniu. Gdyby chociaż czuwało wielu z tych, którzy stali na rufie za sterem okrętu! Ja sam przyznaję, że przez moja gnuśność, moje zaniedbania
i lenistwo, łódeczka mojej diecezji kołysze się niebezpiecznie z powodu wszelkiego rodzaju zepsucia
i grzechów, które, niczym burze, na nią spadają. Jest to jasna nauka, która dzisiaj płynie od Chrystusa tak spokojnie śpiącego w łodzi. On jest niczym kamień probierczy, dzięki któremu możemy łatwo odróżnić prawdziwe złoto od fałszywego. On, nieobarczony nigdy żadną winą, nieskalany żadnym podstępem, dał nam jakże wyraźny wzór wszelkich cnót i pokazał nam swoją postawą czego w przyszłości powinniśmy unikać. Jezus spał w tyle łodzi na wezgłowiu – był bez winy, bo mimo tego, że spał, zarazem jednak czuwał. Płynie z tego dla nas nauka, że jeśli jesteśmy pogrążeni we śnie z powodu naszych win i ze zbytnią troskliwością szukamy wygód dla swego ciała, wówczas wszystko w nas pozostaje wzburzone.
Dzieci, my Pasterze, potrzebujemy waszego miłosierdzia, ponieważ pierwszy z Apostołów nakazał wszystkim: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie!” (1 P 5, 8), jest to jednak wymaganie, które w szczególny sposób dotyczy nas, gdyż nasz sen szkodzi nie tylko nam, lecz także całemu ludowi Bożemu. Wy możecie spać spokojni, my zaś zostaliśmy powołani do tego, by was obserwować i nad wami czuwać. Gdyby miał przyjść nieprzyjaciel i wziął was w niewolę, dlatego że my spaliśmy lub milczeliśmy i nie ostrzegliśmy was, to Pan zażąda od nas, byśmy zdali sprawcę z tego, jak troszczyliśmy się o wasze dusze. Bądźcie więc gorliwi w modlitwie za nas, w posłuszeństwie naszemu nauczaniu, abyśmy mogli z radością i ze spokojem zdać przed Bogiem sprawę z troski o was. I to, co tutaj powiedziałem o sobie, odnosi się również do każdego
z kapłanów, szczególnie do tych, którzy wraz ze mną dzielą duszpasterską troskę.
Wreszcie, najmilsi, którzy mnie słuchacie, także dusza każdego z was jest niczym owa łódeczka. „Morze wielkie, długie i szerokie” – oto nasze obecne życie. „W nim jest bez liku żyjątek i zwierząt małych i wielkich” (Ps 104, 25).
Są w nim ryby, wieloryby, morskie węże i różne potwory gotowe zawsze do tego, by nas pożreć. Biedni jesteśmy, gdyż często o tym nie myślimy! W tej łódce Chrystus znajduje miejsce w naszych myślach, lecz, niestety, jakże często Chrystus w nas zasypia – nie dlatego, że nie czuwa, lecz dlatego, że nie pozwalamy Mu być czynnym w nas! Śpi nasza inteligencja, kiedy pozwalamy na to, by pławiła się w przyjemnościach i rozkoszach życia. Dlatego nieustannie rodzą się groźne burze, rozbijamy się
o podwodne rafy, jesteśmy miotani falami, z każdej strony napotykając na tym morzu niebezpieczeństwa. Pokusy, które w nas się odzywają, są niczym innym jak burzami, które mogą nas rozbić o podwodne skały. Jesteśmy ciągle narażeni na wielkie niebezpieczeństwo zatopienia. Do kogo więc możemy się uciekać? Co mamy robić? Dzięki czyjej pomocy będziemy potrafili dalej płynąć?
Uczmy się od Apostołów tego, co mamy czynić.
Trzy rzeczy wybawiły ich z tak wielkiego niebezpieczeństwa: obecność Nauczyciela – Chrystusa; ich pokorna i natarczywa modlitwa; mocna wiara, wolna od lęku od momentu, gdy Chrystus upomniał ich, mówiąc im: „Czemu tak bojaźliwi jesteście, małej wiary?” (Mk 4, 10). Starajcie się więc posiąść te trzy rzeczy, abyście mogli cali dopłynąć do portu waszego zbawienia – królestwa Bożego.
Po pierwsze więc, niech Chrystus zawsze będzie obecny przy nas: dzięki temu nigdy nie zginiemy. A jakże miałby z nami nie być, chyba że wyrzucimy Go z powodu naszych grzechów, czyniąc się w ten sposób niegodnymi Jego łaski? Będzie również dla nas rzeczą niezwykle pożyteczną, jeśli złączymy się z Nim jeszcze ściślej, przyjmując jak najczęściej Najświętszą Eucharystię. Jej to właśnie lękają się owe burze! W jej obecności znikają pioruny, a demony uciekają, nie mogąc jej się oprzeć; wszystkie pokusy roztapiają się niczym wosk na słońcu.
Eucharystia przynosi dobre owoce nie tylko w życiu duchowym, ale także w materialnym. Co pomogło dotrzeć do portu, po rozbiciu się statku i jego zatonięciu, świętemu mężowi Satyrowi, bratu naszego patriarchy Ambrożego, jeśli nie Eucharystia, którą nosił zawieszoną na szyi? Święty ten był w drodze do Afryki, kiedy statek, którym podróżował, pękł na pół podczas gwałtownego sztormu. Miał on jednak mocną wiarę i pamiętał, że Pan w Ewangelii napomniał morze, nakazując mu milczenie, i sprawił,
że gwałtowna burza zmieniła się w głęboką ciszę; dlatego, nosząc na szyi Ciało i Krew Chrystusa owinięte w chustkę, bez lęku rzucił się w morze, a jego zawierzenie nie okazało się daremne. Niektórzy dziwią się, nie bez powodu, myśląc o wierze Piotra, który widząc Chrystusa oczami ciała, rzucił się w morze, aby do Niego dotrzeć. Lecz ja bardziej jeszcze będę podziwiał wiarę Satyra, który oczami ciała nie widział nic innego, jak tylko postacie chleba i wina, a mimo to, pełen ufności, wystawił się na tak wielkie niebezpieczeństwo śmierci. Jest to właśnie ta pierwsza rzecz, dzieci, której i wy winniście się nauczyć. Swym przykładem św. Satyr nauczył was, że Najświętszy Sakrament jest dla was czymś niezwykle pożytecznym – dzięki niemu będziecie wolni od wszelkiego niebezpieczeństwa duszy i ciała. Przyjmujcie go tylko
z mocną wiarą, a „doskonała miłość usunie wszelki lęk”
(1 J 4, 18).
Po drugie, to co jest wam potrzebne, otrzymacie
w sakramencie bierzmowania, którego chciałbym udzielić tym, którzy go jeszcze nie przyjęli. Jego owocem jest uwolnienie od lęku, umocnienie człowieka przez wzrost sił nie tylko w wyznawaniu wiary w to, co wierzy Kościół, ale także w dawaniu o niej świadectwa wobec wszystkich,
w pełnej wolności.
Po trzecie, Pan chce, abyśmy modlili się ze wszystkich naszych sił. Dlaczego jednak zachęcam was do modlitwy? Czyż nie jest czymś zbędnym wszystko, co chciałbym wam powiedzieć, aby was przekonać o konieczności modlitwy? Niech zachęcą was do niej niebezpieczeństwa, które nam zagrażają; niech was pobudza do niej to „morze wielkie, długie i szerokie”, po którym płyniecie, ciągłe sztormy, burze i podstępne rafy podwodne. Czyż nie jest prawdą, że widzicie to na własne oczy? Czyż nie jest dla was oczywiste, że jesteście blisko śmierci, że zagrażają wam szpony drapieżnego smoka? Dlatego uciekajmy się wraz
z Apostołami do Pana. On nie śpi, dzieci, nie śpi! Czy wiecie, dlaczego wydaje się pogrążony we śnie? Ponieważ to my jesteśmy tymi, którzy śpią. On natomiast czuwa, siedzi po prawicy Ojca, aby pomagać tym, którzy do Niego wołają. Mówmy więc głośno i z ufnością: „Ocknij się! Dlaczego śpisz. Panie? Przebudź się! Nie odrzucaj na zawsze! Dlaczego ukrywasz Twoje oblicze? Zapominasz
o nędzy i ucisku naszym?” (Ps 44,24-25). „Nauczycielu, czy to Cię nie obchodzi, że giniemy?” (Mk 4, 38);
że staniemy się niewolnikami złego ducha – my, którzy jesteśmy Twoim ludem?; że Twoja Krew zostanie za nas wylana daremnie? Chodzi przecież o Twoją cześć
i o chwałę Twojego imienia, o Chryste! Nieprzyjaciele napadają na Twoje dziedzictwo, przywłaszczają je sobie. Dlaczego miałbyś obcym oddać chwałę Twojego imienia (por. Ba 4, 3) lub pozwolić, aby mówili poganie: „Gdzie jest ich Bóg?” (Ps 79, 10).
Wybaw nas, Panie, albowiem w Tobie jest nasze zbawienie i poza Tobą nikt nie może nas zbawić. Od nas pochodzi nasza zguba, od Ciebie – nasze zbawienie. Jeśli nie będziesz nieustannie nas wspierał, umrzemy, popadniemy w ruinę, pogrążymy się w piekle, staniemy się łupem szatana. Rozkaż morzu i wiatrowi, aby się uciszyły; powiedz szatanowi, aby umilkł; a jeśli pozwolisz na to, byśmy byli wystawieni na pokusy, obdarz nas siłą
i wytrwałością, dzięki którym nie ulegniemy powabom zła i nie zgrzeszymy. Tylko w ten sposób nietknięci dotrzemy do portu. Amen.

 

ROZWAŻANIE 4

Znak wielkiej miłości

Rozważmy wszyscy słowa Apostoła Pawła, którymi opisuje on ustanowienie Najświętszego Sakramentu,
a przekonamy się, że sakrament ten jest znakiem nieskończonej miłości: „Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was wydane. Czyńcie to na Moją pamiątkę»”‚ (1 Kor 11,24). Bracia, zwróćcie uwagę,
o jakiej przemocy mówią pierwsze słowa: „tej nocy, kiedy został wydany”. Ileż to zasadzek w czasie tej nocy zostało na Niego zastawionych przez owego ucznia,
którego przecież obdarzył tyloma dobrami. W czasie tej nocy lud przygotowywał Mu niezliczone zniewagi, obelgi, tortury i samą śmierć, tak okrutną i bolesną. Tymczasem, właśnie w chwili, w której tak wielu knuło spisek przeciwko Niemu, Chrystus, który „przenika serca i umysły” ludzi (Ps7, 10) i wszystko widzi jasno, właśnie w tej chwili, przygotowywał grzesznym i wrogo nastawionym wobec Niego ludziom niewyobrażalne dobrodziejstwa; dawał cudowne lekarstwo nam chorym; troszczył się o pokarm dla nas głodnych. O człowieku, zobacz w jaki sposób nasz Pan odwzajemnił naszą niegodziwość, jakimi dobrami odpowiedział na nasze zło! To rozważanie powinno rozpalić w tobie miłość ku Bogu i pobudzić cię do miłowania Tego, kto umiłował ciebie, mimo że go zdradzasz.
O jakże przedziwna jest głębokość Twojej miłości! Ludzie przygotowują Ci śmierć, o Chryste, a Ty, wiedząc to dobrze, mimo to myślisz o tym, by obdarzyć ich życiem. Zastawiają wokół Ciebie pułapki, Ty zaś postanawiasz uwolnić ich z sideł szatana. Co bardziej powinno mnie zdumiewać: niewdzięczność zdrajcy czy Twoja życzliwość? Z pewnością ta druga rzecz, gdyż to dla Ciebie takie charakterystyczne – współczuć
i przebaczać. Umiłowałeś ludzi do tego stopnia, że słusznie mogłeś stwierdzić gdzie indziej: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże pragnę, aby on już zapłonął” (Łk12,49). Jak bardzo tego pragnąłeś, jak bardzo się temu poświęciłeś, jakichże środków i narzędzi w tym celu użyłeś!
Posłuchajcie, dzieci moje, o jakie środki
i narzędzia chodzi. Na początku Bóg stworzył człowieka
z niczego i ukształtował go na swój obraz i podobieństwo; umieścił go w raju rozkoszy; postawił go na czele wszystkich stworzeń; wszystko zostało stworzone dla niego, by mógł się tym posługiwać. Co więcej, jakby tego było mało, oddał Bóg na służbę człowiekowi samych Aniołów – stworzenia inteligentne i o wiele od niego doskonalsze, aby go strzegli i byli przy nim przez całe życie. Lecz Bóg uznał, że to wszystko jest jeszcze zbyt mało – osobiście zechciał zejść z nieba na ziemię: stał się człowiekiem; nie wzgardził tym, by przyjąć na siebie wszystkie słabości ludzkiej natury. W życiu ofiarował się nam jako towarzysz naszej drogi; w śmierci – jako cena naszego odkupienia; w chwili, gdy się z nami żegnał, ofiarował się nam jako pokarm w Najświętszym Sakramencie, obiecując, że na końcu da nam siebie jako nagrodę w chwale niebieskiej. Dlatego słusznie możemy wołać z królem Dawidem: „Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym syn człowieczy, że troszczysz się
o niego” (Ps8, 5). Z jakiego powodu pragniesz tak bardzo być obecny w jego sercu, że chcesz mu się ofiarować
w tym cudownym Sakramencie? Ty, który niczego nie potrzebujesz, do którego należą niebiosa i ziemia? Jakich korzyści, jakich zaszczytów, jakiej chwały możesz spodziewać się od człowieka, pragnąc być czczonym przez niego?
Dzieci moje, trzeba, abyśmy dobrze poznali ogrom miłości Boga! Czego oczekuje od was Święta Matka Kościół, jeśli nie tego, abyście szczerze docenili tak wielki dar, abyście byli za niego wdzięczni, abyście zasmakowali jego ogromnej słodyczy i aby to wszystko głęboko zapadło w waszym sercu? Chrześcijanin winien okazywać najwyższą cześć, uświadamiając sobie, przed świętym ołtarzem, że stoi w obecności samego Boga. Jakżeż to ogromna łaska, że możemy stać przed Nim za każdym razem, kiedy tego pragniemy! Prosta kontemplacja Jego obecności ma niezwykłą moc i wielką skuteczność. Chrystus, zanim wstąpił do Nieba, żyjąc pośród ludzi, będąc fizycznie wśród nich obecny, uczynił wiele cudów: przywracał życie umarłym, wzrok ociemniałym, zdrowie chorym. Jak to zatem możliwe,
że Twoja święta obecność nie jest w stanie skruszyć naszych twardych serc, uczynić je bardziej miękkimi, bardziej otwartymi na obecność Ducha Świętego, abyśmy dzięki temu zerwali przymierze życia z szatanem?